Kraina Nie Bycia
Zplasteliny.blog.interia.pl
poniedziałek, 23 kwiecień 2012, 12:07
...Obudziłam się z wielką doliną w głowie. Właściwie to nie pamiętam kiedy miałam taką prawdziwą chandrę. Jest mi jakoś smutno i dupnie.

Jestem pewna Radka, bardzo mu ufam i w ogóle...Jednak trochę nie rozumiem tego, że mamy tak różne podejścia do tego, że zamieszkamy ze sobą. Odkąd WSPÓLNIE podjęliśmy taką decyzję, ja tym żyję mocno. Owszem, w dużej mierze wynika to z tego, że z mojej strony nieco więcej zmian będzie. Ale traktuję tą sprawę jako coś, co jest na porządku dziennym. Wszyscy wokół o tym wiedzą, przygotowuję się itp.
Trochę mnie zaczyna niepokoić to, że on jeszcze swoim przedstawicielkom trzy pokoleniowego rodu nie powiedział o swoich planach. A przecież z nimi mieszka. On mówi, że nie podchodzi tak emocjonalnie jak ja i poinformuje je w swoim czasie. Ale mi się to przestaje podobać, bo zostały 2 miechy z kawałkiem i zwyczajnie byłoby to uczciwe, gdyby im powiedział, uczciwe wobec wszystkich stron.

Tak samo wczoraj, zapytałam go, czy się cieszy, że zamieszkamy razem... Odpowiedział '' nie wiem''. Mocno mnie to zbiło, przyznam. Pociągnęłam to dalej, by mi wyjaśnił o co chodzi, odpowiedział, że to takie normalne jakieś rozterki, jakie się ma, bo to poważna decyzja itp. i że to nie oznacza, że nie chce ze mną zamieszkać.
Kurde.
Ja też miewam takie obawy jakieś, piszę tutaj o nich, ale nie mówię jemu o tym..Po co? Poza tym i przede wszystkim, mimo różnych myśli, CIESZĘ się, że zamieszkamy razem i gdyby to on mnie zapytał, odpowiedziałabym, że tak, cieszę się.. A on nie wie.. Coś mi się zdaje, że w przeciwieństwie do mnie, do niego dopiero teraz dociera, że naprawdę ze sobą zamieszkamy. Zostawił sobie '' myślenie'' na ostatnią chwilę, bo wielokrotnie rozmawialiśmy o przeprowadzce, cieszyliśmy się jak również rozmawialiśmy o przyziemnych sprawach. Tyle, że on dopiero teraz sam w sobie zaczął '' myśleć''.
Powtórzę, ufam mu i wiem, że chce ze mną mieszkać, ale mi te sprawy nieco mącą w głowie..

Nie chcę mu też grać na sumieniu i wykorzystywać tego, jednak - z nas dwojga, to ja powinnam teoretycznie mieć większe rozterki, bo to ja zostawiam wszystko - dla nas. Nie mówię o poświęceniu i nie chcę, by tak odczuwał to, ale nie chcę, żeby teraz przez te dwa miesiące Radek potrzebował ogarnięcia sytuacji.
Chciałabym czuć się tam oczekiwana, że tak ujmę. Że on na mnie czeka.. A nie słyszeć '' nie wiem''. Przykre to trochę.

Doners powiedział mi, bym skupiła się na sobie, wszak on nie żyje moimi problemami tutaj, ani też nie wnika w moje sprawy, co załatwiam itp. Sama mu o tym mówię, więc nawet nie musi pytać, aczkolwiek zapewne moje sprawy mu snu z powiek nie spędzają, więc powinnam mieć takie samo podejście.
I zostawić wszystko jemu - to czy powiedział, a jak nie, to kiedy powie rodzinie, że się wyprowadza i w ogóle. Nie mogę tak tym żyć i się przejmować.

Trochę się zaczęłam martwić, mimo wszystko. To jest ważna decyzja, którą podjęliśmy wspólnie. Nie boję się, że on się wycofa, rzecz jasna, ale chyba boję się jego nerwowości, bo ostatnio taki się stał... Może go nie rozumiem, może źle coś interpretuję? Nie wiem, nie wiem.. Chcę się cieszyć z faktu, że zamieszkamy razem i żeby on też się cieszył. Tyle, po prostu.

All night long... środa, 18 kwiecień 2012, 03:56
...Zabieram się znowu. Tym razem mam nadzieję, że nic się nie zawiesi.
Słucham sobie piosenki, którą odkryłam niedawno, a chyba istnieje już jakieś 200 lat. Całkiem przypadkowo - jechałam sobie z Pysieczkiem samochodem i gadaliśmy i nagle zaczęła się ta piosenka, gdzieś w tle naszej rozmowy.. Superowa jest!!!! Zupełnie nie wiedziałam kto to śpiewa, ale odnalazłam ją. Delikatnie mówiąc, nie jestem fanką tego pana, który śpiewa ten song, ale kurde!! :)) W skrócie, można powiedzieć, że odkryłam Amerykę tą piosenką normalnie, taka stara, a dla mnie jak świeżynka.

****

Ale teraz już nie o muzyce. Konkretny termin - 30 czerwiec. I nagle stałam się sentymentalna jak daaawno temu. Co prawda to jeszcze dwa i pół miecha, ale ja mam tysiąc spraw do załatwienia. To takie pierdoły pozornie, ale jak się nazbiera, to cholernie dużo.. Mam też nadzieję, że cały mój plan się powiedzie.. W pracy wiedzą, że chcę im czmyhnąć, w końcu jak zaczęłam sprawę z przeniesieniem, to mniej więcej określiłam termin. Dlatego mam nadzieję, że mnie nie wyprzedzą z wypowiedzeniem. Posłusznie sobie pracuję, staram się tak samo, ale może już nie spędzają mi snu z powiek niektóre problemy, wątpliwości, czy na pewno dobrze zrobiłam to i to itp.. Nie spalam się tak, po prostu i nie przejmuję.
Z Romą wszystko ugadane, kiedy się wprowadza.. Dlatego nie ma to tamto, ja się musze wyprowadzić w tym czasie, który jest ustalony.
Nie pakuję się jeszcze, ale już powoli zastanawiam co wezmę, a czego nie. Chociaż umówiłam się z Krzyśkiem, że pomoże mi przewieźć rzeczy, to mimo wszystko zastanawiam się, jak to wszystko zmieścimy. Wszak będę zabierać - 3/4 kuchni [oprócz mebli rzecz jasna ] prawie cały mój pokój [ nie wszystkie książki i oprócz mebli ] i pół pokoju drugiego [ oprócz mebli i książek niektórych ] Dochodzą jeszcze duże rzeczy, typu komputer, telewizor, rower [! ] [ drugi postanowiłam oddać, a może opchnąć za jakieś grosze, jeszcze nie wiem, ale mam mało czasu na pomyślenie ] deska do prasowania [! ] o kurde! Damy radę. To, czego nie zabieram, zostawiam Romie, ale też ustaliłam, że niektórych ona rzeczy tu nie chce, więc będę musiała gdzieś wywieźć przede wszystkim książki..Muszę pomyśleć też nad tym.

Aha no i przecież kota biorę!!!
Radek przyjedzie wtedy też swoim samochodem, to coś jeszcze się upchnie u niego. Aczkolwiek chcemy przy okazji zrobić sobie wycieczkę i mamy jechać w 5 osób plus kot ;)) No, zobaczymy.

****
Dociera do mnie to, że NAPRAWDĘ się wyprowadzam.
Tyle miesięcy mówienia o tym i snucia planów. Ale dopóki to jeszcze było odległe, wszystko wydawało się idealne. A to takie COŚ - kosztem CZEGOŚ.
Bardzo chcę sobie ułożyć życie, tak zupełnie samodzielnie i wreszcie z kimś, kto będzie na mnie czekał i w ogóle. Bardzo chcę mieszkać z Radkiem, którego kocham wściekle. Ale chwilami jest mi tak - przykro. Bo rzeczywiście, zostawiam tutaj wszystko co kocham, by jechać w miejsce, gdzie będzie ktoś, kogo kocham, jakie to dziwne...
Przede wszystkim to, że znam swoje miasto doskonale [ choć gubię się w nim z łatwością i nie umiem zapamiętywać tras ]
Tutaj mieszkają moi przyjaciele, wiadomo, każdy z nas ma swoje życie i nie widujemy się często, ale jednak sama świadomość, że w razie czego - zawsze można się spotkać. O działce chyba nie muszę wspominać. Oczywiście, bywam tam z roku na rok coraz rzadziej, ale zawsze!
Już o tym wspomniałam, ale cholernie mi przykro i chyba najbardziej - z powodu moich dziadków... Nie ma co ukrywać, na początku będzie tutaj bardzo rzadko przyjeżdżała..Będę tęsknić i czasem niepokoić się. Wiem, że tu zostają ludzie, tak że Dziadziki nie będą sami, ale mam jakieś takie poczucie, że ich opuszczam.
Do tego - Kornelia. Bo jak wiemy, jestem Matką Chrzestną od niedawna co napawa mnie wielką dumą. Bardzo nie chcę być taką MC. [ Matka Chrzestna ] jak C mojej siostry, która mieszka daleko i generalnie raz na kiedyś jakiś tam kontakt..O, albo jak moja - której nie widziałam jakieś 10 lat, po czym rok temu przypadkiem ją widziałam, była nawet u mnie przypadkiem w domu i tyle.
Chcę uczestniczyć w życiu tej małej dziewczynki. Nie chcę, by się mnie bała, kiedy będzie mnie widzieć, czy coś..Zawsze chciałam być MC
, która jest zaangażowana, wszystko wie o swojej chrześniaczce,jest na bierząco z jej życiem, obojętnie, czy to dotyczy wyrzynającego się zęba czy nauki jazdy na pierwszym ''dorosłym'' rowerze. Nie chcę ograniczać się do kupowania zabawek itp. I dlatego czuję się cholernie dupnie. Dobra, można powiedzieć, żebym wyluzowała, bo nie wyjeżdżam na koniec świata. To prawda, ale cóż, nie będę jej widywać regularnie i to mnie tak przygnębia, że aż wkurwia.

No i! W tej całej swojej rozpaczy, która przeplata się z wielkim szczęściem, myślę też o Su i Tacie. Właściwie oprócz mnie i raz na rok rodziny, która nastawia pełno kwiatów i zniczy, za bardzo nikt do nich nie chodzi.. Też mi tego żal cholernie.
Zobaczymy jak się to wszystko potoczy. Rzecz jasna nie chcę zakładać, że mi się nie ułoży z Radkiem i tu wrócę, bo bez sensu byłaby cała wyprowadzka w ogóle. Owszem, mam czasem takie jazdy, że się boję jak to będzie. Bo pomieszkiwanie ze sobą, takie krótkie, to nie to samo co mieszkanie i przebywanie ze sobą non stop. Wiem, że będziemy się mocno docierać, jeszcze bardziej się poznamy, te dobre i gorsze strony. Jak wspominałam, on nie jest wcale prostym człowiekiem, ja też mam swoje ciemne strony. No cóż, powtórzę - cieszę się, naprawdę. Bardzo. Jednak jak zwykle to bywa w dorosłym życiu, nie ma prostych wyborów.
****
Rzecz jasna najczęsciej staram się myśleć pozytywnie. O tym jak to będzie, jak się urządzimy itd, jak będziemy spędzać czas, dzielić obowiązkami itp.
Robić wspólnie zakupy i oglądać razem filmy. Albo zupełnie osobno - oglądać mecz i czytać książkę. Śmiać się, milczeć i czasem kłócić ;) Jak też wspomniałam, cieszę się, że wreszcie nastąpi jakaś zmiana i nie będę mieszkać sama w czterech ścianach, ale też mnie to nieco przeraża, bo ja naprawdę odzwyczaiłam się mieszkać z kimś i cenię sobie spokój i ciszę. Na szczęscie jednak oboje z Radkiem lubimy mieć własną przestrzeń i nikt nie zamierza w nią ingerować. Na pewno nie chcę na siłę wszystkiego robić wspólnie, bo to byłaby masakra. Aczkolwiek, na początek będę tam miała tylko jego [ co jest super wiadomo ] ale muszę poznać tam też jakiś ludzi. Najlepiej byłoby, gdybym superszybko dostała pracę. Ok, ale o tym nie chcę pisać, bo też mnie to przeraża, więc ciiiiiiiii.
Marudzę może, ale co tam. Podsumowując - strasznie się cieszę i nie mogę się doczekać. A boję się chyba tego nieznanego i nowego. Ale będzie On i to najważniejsze, no ni?

Na koniec dam tego songa, który jest taki pozytywny, ale nie wiedzieć czemu mnie wprawia w jakiś melancholijny nastrój.


 

piątek, 13 kwiecień 2012, 14:50
... na maksa popieprzone!!!!Nie dość, że raz na kiedyś piszę notkę, to jeszcze mi się strona zawiesiła akurat w chwili, kiedy napisałam dużo. Kurwa no.
W skrocie - idę do pracy i już nie mam czasu pisać od nowa. Zajebiście. Dziękuję, pozdrawiam.

wtorek, 27 marzec 2012, 00:59
...W punktach sobie notkę skrobnę.

Albo takich myślnikach....

- Wiosna na całego! Jej przyjście objawia się nie tylko piękną pogodą, ale chyba przede wszystkim tym, że kiedy przekracza się u mnie w pracy niewidzialną granicę szatni, zaczyna ostro '' pachnieć '' skarpeto. 

- Mam zajob nieco, bo ostatnie tygodnie jakieś takie inne, oderwane. Najpierw zamieszkali u mnie na prawie tydzień dziadkowie, co oznaczało wspinanie się na wyżyny spokoju i cierpliwości. Kochani są, ale wkurzający też. Teraz, za kilka dni będzie się wydarzać wydarzenie, mianowicie zostanę chrzestną. I przyjeżdża Mama, Radek i w ogóle dużo rzeczy się dzieje. Biorąc pod uwagę, że z przyczyn logistyczno - zdrowotno-jakiś tam, uroczystości po sakramentowe odbędą się u mnie w domu musze zajebiście zasuwać i sprzątać na błysk, a nieco nie mam na to czasu, no nic.

- A potem mam jeszcze większy zajob, bo w pracy przed świętami właściwie mogę zamieszkać. Szkoda mi tego czasu, bo akurat Mama przyjeżdża na tydzień, a ja od rana do wieczora w pracy.,.. Bardzo mi smutno z tego powodu.

- Do tego też muszę znależć jakoś czas, by spotkać się z Romą, odnośnie szczegółów jej mieszkania tutaj. Mama ciśnie, że że potem nie będzie okazji, zatem muszę magicznie jeszcze czas wyczarować.

- Ale przyjeżdża Raduś, po 47 dniach niewidzenia i to mnie mocno mobilizuje do wszystkiego. Już sobie myślę, że w dupie, tylko 3 miesiące i zamieszkamy ze sobą i koniec męczarni, telefonów, czekania i tęsknoty.

- Tak cholernie się cieszę z tego, że się przeprowadzam, ale też cholernie się boję... Wszystkiego się boję w sumie.

- Muszę koniecznie spotkać się ze znajomymi, bo potem to ja nie wiem jak i kiedy. Biorąc pod uwagę, że będę musiała tam szybko znaleźć pracę itp, nie będę pewnie przyjeżdżać do Bydg. bardzo długo... Chciałam zrobić standing party, ale po głębszych przemyśleniach zrezygnowałam z tego, bo - za dużo ludzi chciałabym zaprosić jednak i zbyt zróżnicowanych, przez co nie spędziłabym czasu z połową, poza tym za mało miejsca mimo wszystko.

- Liczyłam sobie w głowie znajomych, ludzi z którymi chciałabym się spotkać, z którymi dawno się nie widziałam... W tym pędzie i przez to, że mam wspaniały, 7 dniowy system pracy i najczęściej popołudnia, moje życie towarzyskie prawie nie istnieje...

Lista osób, z którymi muszę, no musze się spotkać, zanim wyjadę. Hm.

* Endżi
*Babcia
*Roma
[ konkretnie trzeba się upić, jak za starych, dobrych czasów ]
* Pysieczek
*Kasia
*Paula
*Ed
*Aru
[ -II- ]
* Piotr/ Bob
*Asia - ale to kurde trudniejsza sprawa będzie pewnie
*Mariusz
*Hania
*Agata

O w mordę!!! Jak ja mam mało znajomych, na których naprawdę mi zależy... A wydawało mi się, że ich są setki, tysiące, miliony... Może o kims niechcący zapomniałam, nie wiem.. Ale wydawało mi się, że mam ich więcej. Znaczy - takich, z którymi chciałabym się pożegnac. A jednak nie..

Dobra, idę spać, jutro mam dzień pełen misji. Dobranoc.

środa, 14 marzec 2012, 07:22
...Jestem w sumie trochę nienormalna. Chwila po 7, powinnam się spieszyć, a ja sobie czytam stare wpisy na blogu.
Napisał do mnie człowiek o którym pisałam marzec - czerwiec 2010 roku :D W sumie strasznie długo nie miałam z nim kontaktu, oprócz tego, że jakieś pół roku temu odesłał moje książki. I tak właściwie zamyśliłam się nad całą historią, do tego stopnia, że musiałam sobie ją przypomnieć. Jak to dokładnie było oraz przypomnieć jak wielkim gnojem był. Przypomniałam. Był. Ale dzisiaj to już takie nieważne zupełnie, takie małe i wyblakłe. Fajnie, w czasie jest właśnie coś takiego pozytywnego, że chociaż mija strasznie szybko, to powoduje, że to co kiedyś wielkie, robi się mniejsze i kurczy się. I okazuje się, że nic a nic nie boli już.

Krótko chciałam, napisałam.

Idę poczytać teraz o panach, którzy są rodziną i odnaleźli się po 70 latach. Miła, dobra wiadomość na początek dnia... :)

miłego!

czwartek, 08 marzec 2012, 11:47
...Dzisiaj jest Dzień Kobiet. Niech sobie różni ludzie mówią co chcą, narzekają na to święto i w ogóle. Ja je lubię. Bardzo lubię i irytuje mnie narzekanie. Tak jest najłatwiej, a co jest złego w takich miłych gestach, nawet jeśli to święto ma korzenie niezbyt dumne. O, właśnie dostałam e-kartkę. Och, och!!!!!



hm.... myślałam, że od jakiegoś wielbiciela, a tu tylko portal jeden mi przysłał. No cóż, dzięki.


*****

Dzisiaj mam dobry humor, za chwil kilka przyjeżdża Don z Kornelittą. Trza ogarnąć nieco chatkę. Pogoda piękna, wszystko piękne....

Info z dość ostatniej chwili. Przeprowadzam się na początku lipca. Wszystko już niemal ustalone w szczegółach. Otóż, jak wiemy, dupa wyszła z przeniesieniem z mojego wspaniałego hipermarketu. Zatem wspólnymi siłami, z Mamą i Radkiem [ odwrotnie w sumie, bo to z Radkiem wpierw wszystko omawiam ] doszliśmy do pewnych wniosków.
30go czerwca składam wypowiedzenie, wykorzystuję urlop i jeszcze w lipcu dostanę wypłatę, więc plus jakiś, że nie będę zupełnym gołodupcem.

Tutaj wprowadza się Roma i wszystko gra, a ja się będę tak wyprowadzać trochę na raty, ponieważ ze względów ekonomicznych nie mogę sobie pozwolić na profesjonalną przeprowadzkę. Czeka mnie jeszcze zagadanie do mojego wspaniałego i niezastąpionego Szwagra... [ bosz, jaka wazelina ] ale mam dobry humor, jak już wspomniałam :D:D

ej dobra, idę.

Na koniec bardzo pozytywna piosenka, idealna na dobry humor.
'' you want me lovaa
Viva foreva '' lalalalalllalalaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.




środa, 22 luty 2012, 20:44
...A zatem nieco się zjebało. Przez kilka miechów żyję jakimś postanowieniem i bardzo się staram. Być niemalże pracownikiem idealnym, choć oczywiście różnie to bywało, bo jestem tylko człowiekiem i zdarzyły mi się błędy.
Na raz, kiedy pojawiły się problemy wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Niedobrze mi jest, jak pomyślę, że muszę iść do tej gównianej pracy.
Dopóki wierzyłam, że będą pozytywne efekty tej pracy, nie przeszkadzało mi wiele. Teraz wszystko.
Pracuję tam 7 miesięcy. To niedługo rzecz jasna. I widzę już, że w pozornie przyjaznej atmosferze wśród zwykłych pracowników i ich przełożonych ukryta jest rywalizacja oraz typowe pokazywanie - kto tu rządzi, na każdym kroku.

Najlepiej pokornie wykonywać obowiązki i zbierać ochrzan - kulturalny i jak wspomniałam - pozornie z sympatii. A wszystko okraszone niby motywacją.

Ale ciągle nie tak - za dużo błędów kasjerskich, za mało uśmiechu, za dużo uśmiechu, z każdej strony testy, ankiety i tajemniczy klienci [ zawsze mam maks ocenę, bo jestem zajebista i do niedawna wydawało mi się, że to jest coś super, ale też mnie wyprowadzono z błędu. Nie istnieje menadżer usatysfakcjonowany. On może być tylko odrobinę zadowolony, ale wiadomo, że ZAWSZE można wycisnąć więcej z pracownika ] wózki testowe i szkolenia, opierdal że się za dużo worków daje klientom i że za mało [ kiedy klient burzy w obecności menadżera, to wiadomo, że menadżer w pierwszej kolejności zjebie kasjerkę ]
Ostatnio zwrócono mi uwagę, że za często klikam na kasie opcje '' zabezpiecz kasę '' [ dla ścisłości - tego się używa wtedy, gdy odchodzi się od kasy na chwilę, jak również ten przycisk blokuje naszą EFEKTYWNOŚĆ. W skrócie - zatrzymuje odliczanie jakby. Korzystam z tego często, bo przecież też mam narzuconą normę efektywności, zatem naciskam na to, kiedy ściągam zabezpieczenie z ubrań, bądź klient długo się pakuje i muszę poczekać aż obsłużę następnego - bo inaczej ten jebany czas ciągle leci - ilu klientów na godzinę jestem w stanie obsłużyć i ile artykułów na minutę ] Zatem powiedziano mi, bym tak nie robiła, bo to podchodzi pod oszustwo [ jednocześnie NACISK na super efektywność, rzecz jasna ]

Jakiś czas temu moja menadżerka również odstawiła typową pokazówkę przy klientce, po to by po jej odejściu powiedzieć mi, bym się nie przejmowała, ale '' ona musiała się tak zachować'' - otóż - jedna pani robiła zakupy i przed nią był pan, który zapomniał swoich zakupów, ale jak go zawołałam to się cofnął. Jednocześnie ja już kasowałam tą panią [ czas, czas - sras kurwa mać ] i okazało się, że ten pan niechcący musiał zawinąć woreczek zakupów klientki. Ona zaczęła krzyczeć na mnie, że nie ma jej mleka i golonki. Wezwałam menadżerkę, ona wdała się w rozmowę, krzycząc na mnie, że muszę pilnować takich rzeczy i że przeze mnie ta pani jest stratna. Klientce zwrócono pieniądze [ wg przepisów pani jeszcze nie odeszła od kasy, kiedy zniknęły zakupy, zatem sklep musi oddać kasę ] menadżerka kilkakrotnie powtórzyła, że to moja wina i zostanie zanotowane jako mój dodatkowy błąd. A na koniec właśnie powiedziała to co napisałam na wstępie.

Kończy się luty, a ja mam oczywiście mega stres, bo wiem, że zrobiłam w tym miesiący kilka błędów [ zapłacone - zapomniane na kasie, dwa razy źle nabiłam na kasie ] czyli mam razem 4 błędy, a mój cel na luty to zero, więc zajebiście.

Do czego zmierzam? Ta praca to zajebisty stres. Ale jak napisałam zupełnie na początku - nie przejmowałam się tym aż tak, bo wierzyłam, że uda mi się PRZENIEŚĆ.
Ale dupa, bo to też mało prawdopodobne. Nie chcę mi się wnikać, ale chodzi o jakieś administracyjne sprawy. W skrócie - ZG jest jednym z kilku miast, które ma inne kadrowe coś tam i nie można się przenieść akurat tam, ot tak.

22 luty - prawie miesiąc czekam na RMUA, kurwa co to ma być!?!? Dzisiaj miałam wizytę u lekarza, na którą dość długo czekałam i bardzo potrzebowałam zaświadczenia, ale moja wspaniała firma ma w dupie to, że ktoś może czegoś potrzebować. Na szczęście ugadałam z lekarzem, że zaświadczenie doniosę.

Do tego chyba sobie przechlapałam zupełnie już, bo ośmieliłam się poprosić o wolny weekend 31 marzec - 1 kwiecieć.
Otóż - to wspaniała wieść, zostanę chrzestną!!! :)))
No i chrzciny wypadają 1go. W tym czasie nie ma wolnych, bo to ostatni weekend przed świętami. Prosiłam ładnie, grzecznie i żarliwie - że to chrzciny, że jestem chrzestną i jeszcze dodałam, że wyjeżdżam - by wzmocnić prawdopodobieństwo wolnego.
Nie i chuj.

Zatem będę zmuszona wziąć urlop na żądanie, a kiedy to powiedziałam, dano mi do zrozumienia, że bardzo się nie lubi niedyspozycyjnych pracowników oraz, że oni muszą wyrazić zgodę. Gówno muszą, po to jest urlop na żądanie.
Aczkolwiek wiem już, że zapewne będę na czarnej liście. I mam to gdzieś. Naprawdę, już mi to wisi.
Skoro nie mogę się przenieść... Owszem, od razu spieszę powiedzieć, że bardzo mi zależy na pracy, choć jest śmiesznie płatna, ale to jednak praca. Mimo wszystko, porozmawiałam z Radkiem, Mamą i doszliśmy do wniosku, że nie ma innej rady, ja się muszę przeprowadzić tak...ryzykownie. Czyli pod koniec  czerwca - rzucę tutaj pracę i przeprowadzę się tam. I tam będę szukać, niestety z czyjąć pomocą, bo sama nie dałabym rady... Okej, pokręcone to...

Ach i jeszcze nie wspomniałam o klientach.

Ostatnie hity - jedna pani powiedziała mi '' to bezczelność!!! '' kiedy powiedziałam jej tak, jaki mam obowiązek - życzyłam jej miłego dnia i powiedziałam do widzenia. Bo pani [ nie z mojej winy ] musiała z 3 minuty poczekać na wrotkę, aż jej przyniesie jakiś kod,a bardzo się spieszyła. W ciągu tych 3 minut, zajebiście się nasłuchałam, że nic nie robię, tylko sobie siedzę, a ona się bardzo spieszy... Wreszcie, kiedy zapłaciła, wzięłam pod uwagę, że bardzo się spieszy, więc na szybko oddałam jej resztę do ręki, na co ona, że chyba kpię i nie weźmie pieniędzy ode mnie z ręki i że mam je położyć na kasę.

A inny pan powiedział mi, że '' jestem za głupia na to, by nawet zakupy pakować '' kiedy włożyłam mu do jednej reklamówki [ wspomniałam, że każą nam oszczędzać i też ciągle za to zjeby ] bułki i skrzydełka z kurczaka - podwójnie owinięte dwoma mniejszymi woreczkami. Bo '' przecież jak można mięso i pieczywo razem!!! ''.

Dlatego klienci też powodują, że serio rzygać się chce.

Aaaa no i spotkałam jednego znajomego, którego nie widziałam bardzo długo, który powiedział mi '' Kaja, ale nisko upadłaś. Kasa?!? ''.

Mam wszystko w dupie, ale tak mi się nie chce iść do tej pracy, że szok.


Na koniec jednak piosenka.
Bardzo dobra płyta, chociaż regularnie sprawdzam nowości, jakoś ta mi umknęła, choć wyszła pod koniec października.
Totalna awangarda muzyczna, chaos pozorny i nic nie pasuje do siebie, mimo wszystko ogromna magia bije z tego utworu plus świetny tekst.



poniedziałek, 06 luty 2012, 13:09
...Jednak piosenka, którą tak się zachwycałam przy ostatnim wpisie znudziła mi się cholernie. Fakt, ciągle uważam, że to niesamowite, że ona jest takim hitem, choć jest mega prosta, aczkolwiek ma wielką wadę - szybko się nudzi.
Jak już jestem przy muzyce, przypadkiem wpadła mi w uszy muzyka pewnej pani, właściwie dopiero co zorganizowałam sobie jej płytę i jestem na etapie przesłuchiwania, ale jedna piosenka urzeka mnie, jest taka.... śliczna.
Ciutek mi przypomina Florence and The Machine, ale odrobinkę.




Polecam.

****

Tydzień temu byłam w sprawie swojego przeniesienia. Powiedziałam menadżerce co i jak. No i nic, wysłuchała mnie i powiedziała, że podzwoni, zobaczy co da się zrobić i ogólnie zbada sprawę, ale to też dużo zależy od samych ludzi z ZG. Zatem czekam.
I bardzo się denerwuję. Widzę ją każdego dnia, ale nie pytam, wszak powiedziała, że sama mnie poinformuje, jednak mi się wydaje, że już tak strasznie dużo czasu minęło od rozmowy i cisza... Wiem, to tylko tydzień.
Oczywiście przy okazji rozeszła się fama o tym, że chcę się przenieść. Kilka osób zapytało mnie o szczegóły, niektórzy mocno wścibscy, inni ogólnie. Nie wkurza mnie to, aczkolwiek nie czuję potrzeby opowiadania ludziom mojego życia. Niby tyle osób pracuje w jednym dziale, ja ciągle połowy nie ogarniam z imienia [ więcej nawet niż połowy ] a ploty chodzą różne.
Zresztą, jak chyba w każdym miejscu, gdzie pracuje dużo osób, są tzw. grupy w grupie.
Ja to nazywam klany. Jakiś taki naturalny podział.
Spróbuję określić

- klan '' my tu pracujemy długo i wszystko wiemy '' - grupa kasjerek, które uważają, że staż pracy automatycznie zapewnia im wyższą hierarchię w grupie. One są z tych, które raczej nie powiedzą pierwsze '' cześć'' , a w palarni/stołówce usiądą tylko z innymi członkiniami klanu.

- klan '' jesteśmy mega wyluzowane i znamy wszystkich, absolutnie wszystkich '' - grupa, która jest głośna, krzykliwa i zna rzeczywiście wszystkich, w palarni/ na stołówce przysiadają się tylko do tych WSZYSTKICH, którzy też są tacy wyluzowani. Osoby neutralne ich nie interesują.

- klan '' patologia'' - ostatnio miałam z nimi do czynienia, w palarni właśnie [ życie w pracy toczy się w szatni, palarni, stołówce i jeszcze dla samych kasjerek - w KC, gdzie się już przygotowujemy do pracy ] to grupa, której poczucia humoru nie rozumiem zupełnie, są bardzo wulgarne, ale w sposób taki ordynarny i prymitywny, no nie wiem jak to ująć. Śmieją się z czegoś, co powszechnie byłoby przyjęte za obrażliwe i do tego jedna z nich nie ma górnej dwójki i dolnej jedynki - zębów. Kiedy właśnie byłam na papierosie i to widziałam, to zrobiło mi się delikatnie niesmacznie.

- klan '' z każdym pogadać lubię/ chcę / mogę '' - grupa kasjerek, która integruje się, nieważne czy to nowy pracownik, czy stary z kilkuletnim stażem. Średnio dogaduje się z klanem '' my tu pracujemy długo i wszystko wiemy '' ze względu na konflikt wynikający ze skrajności w otwartości obu klanów. W szatni przyjemnie spędza się krótki czas na rozmowach, o wszystkim i niczym. W samej pracy, na linii kas, głośno mówią '' cześć '' innym kasjerkom.

Rzecz jasna, ja należę do tego ostatniego klanu. Lubię spotykać dziewczyny z tej grupy, kiedy wchodzę do pracy. Często też wracamy razem autobusem. Fajnie, bo właśnie wszystkie są bardzo otwarte i zdecydowanie nie lubię spotykać ludzi, którzy traktują innych ludzi z góry. A często tak niestety bywa, że kiedy spotykam kogoś z innej grupy, panuje krępująca cisza [ początkowo chciałam ja przełamać, ale jak spotkałam się z murem - to nie ]

Szczególnie lubię moją imienniczkę, niestety w ostatnim czasie mamy różnie zmiany i widzimy się, kiedy ja kończę pracę, a ona zaczyna. Karola jest super, taka śmieszna i ciągle je, chociaż jest chuda. Doprawdy nie wiem jak ona wytrzymuje kilka h. na kasie bez jedzenia.
Tak, to chyba normalne, że jest kilka osób, które darzę sympatią szczególnie, a kilka, których nie znoszę. Aczkolwiek klany istnieją serio, serio.

Podsumowując mimo wszystko - jeszcze nie spotkałam się też z jakąs ewidentną chamówą od którejś z dziewczyn. To co się dzieje poza linią kas to jedno, a już w samej pracy, to drugie. Bo podczas pracy, można na siebie liczyć i każda jest życzliwa.

No nic, a teraz już muszę się powoli zbierać do pracy i wystawić swą piękną, delikatną twarz na mróz, brrrrr.

To baj.

poniedziałek, 23 styczeń 2012, 02:38
...Dobra, czas powstać.
Tym razem przepadłam, bo wciągnął mnie inny nałóg, nie serial, ale - zorganizowałam sobie super nowy dodatek do The Sims i ciągle w to gram i nie mogę się opamiętać :( Teraz jakoś mi się udało, bo wiem, że muszę wcześnie wstać, zatem położyłam się wcześniej, aczkolwiek nie mogę zasnąć. Tak czy siak, nie gram, choć mnie kusi.

Jutro idę do pracy na szalone 3h. Cóż, grudzień był masakryczny, to można się było spodziewać, że w styczniu zupełnie odwrotnie.

Denerwuję się jednak i podejrzewam, że przez to nie mogę spać, otóż - jutro idę do działu kadr zapytać o to, jak jest z przeniesieniem. Co prawda orientowałam się już w '' swoim '' biurze, ale tym wszystkkim tak naprawdę zajmują się właśnie kadry. Zatem okropnie się denerwuję. Bo co z tego, że wiem, że jest taka opcja, jak tak poważnie zależy dużo od dobrej woli ludzi z działu...
A jeszcze nie spotkałam się, żeby ludzie z kader byli mili, gdziekolwiek by to nie było. Tutaj rzecz jasna też są beznadziejni. Ale cóż, idę.

Okej, spać.
Na koniec pioseneczka, którą uwielbiam. Jest fenomenem niesamowitym, do mnie dotarła jak była już u szczytu popularności. Ona jest wszędzie, no wszędzie. Chyba nie ma osoby, która tego nie zna. Nie wiem co jest z tą piosenką - mega prosta konstrucja, tekst [ jak już znalazłam tłumaczenie ] taki prosty i koleś w kółko śpiewa to samo... Ale nic to, chyba w tej prostocie brzmi cały fenomen.
Spieszę z dodaniem piosenki, bo w sumie możliwe, że już niedługo nic nie będę mogła zamieścić, ja pierdolę, gnoje.

Ale nic, piosenka, jak mówiłam :)))



piątek, 06 styczeń 2012, 18:55
...Nowy Rok! Jeszcze tylko kilkanaście miesięcy i będzie koniec świata - jak wieść niesie. No, ale nie ma co się rozwodzić za bardzo, ponieważ czas przedstawić moje tradycyjne zestawienie muzyczne. The best of 2011.
To superowa zabawa, taka mini misja dla mnie :))

Pragnę podkreślić, iż przez to, że w roku 2011 nie istniała już najlepsza audycja na świecie, mianowicie - pop alt w radio Roxy, czuję się nieco uboższa jeśli chodzi o poznane dźwięki. Doprawdy, pan prowadzący idealnie trafiał w moje gusta...

Tak czy inaczej, poprzez długie analizy, porównania, przypominania wyłoniła się lista songów i płyt, które wg mnie były najlepsze, najciekawsze w 2011 roku. Albo też do dupki. Jak wiemy, kiedy tworzę swoje '' the best of '' nie kieruję się tylko nowościami, ot po prostu - wszystko to, co zrobiło na mnie wrażenie, podobało mi się i było ważne w minionym roku, bo jak już wiemy również - muzyka jest dla mnie mega ważna. [ spojrzałam na zeszłoroczną listę i to co pisałam i odkryłam, że się nieco powtarzam z pewnymi określeniami, ale mam to gdzieś ]

Dobrze, do dzieła. Kupiłam sobie gumę do żucia - balonową o dość dziwnej nazwie '' Big Babol'', jest fajowa, bo wychodzą z niej balony wielkości mojej głowy, heeee. Polecam. Zatem, żując i pykając balony przedstawiam:



**
Płyty 2011:

- Bjork - Biophilia [ 2011 ]
- Brodka - Granda [ 2010 ]
- Peaches - Fatherfucker [ 2003 ]
- Peaches - I feel cream [ 2010 ]
- Pablopavo i Ludziki - Telehon [ 2010 ]
- Bajzel - Miłośnij [ 2009 ]
- Lamb - 5 [ 2011 ]
- Beastie Boys - Hot Sauce Committee Part II [ 2011 ]
- Florence and The Machine - Ceremonials [ 2011 ]
- L.U.C - Kosmostumostów [ 2011 ]
- T.Love - Nasz bubelon [ 1984 ]
- Apparat - Walls [ 2008 ]
- Pulp - This is hardcore [ 1998 ]


**
Debiut:

Właściwie to późno poznałam twórczość tej pani, ale bardzo mi się spodobało to, co zrobiła z muzyką, możnaby powiedzieć - niedzisiejszą i zakurzoną. Zupełna świeżość, no super....

- Ania Rusowicz - Mój big-bit


**
Nowa kategoria [ uoooooooooooooo!!!! ] czyli masakra roku:

- Fonetyka - Requiem dla Wojaczka [ 2011 ]

Generalnie przyciągnął mnie tytuł płyty, nie ukrywam. Słyszałam już różnych artystów, którzy biorą się za muzyczne interpretacje poezji. A jeszcze jak zobaczyłam, że tutaj panowie wzięli się za Wojaczka, byłam mocno zaciekawiona. A to taki shit, że uszy mnie bolały od słuchania. Koszmar, przede wszystkim jakaś podróbka Muse - totalnie, plus - zawodzenie okropne i zrobienie z ciekawych wierszy jakiś popik.

Jak ktoś się chce pomęczyć - prosz.






**
Rozczarowanie:

I tutaj...... zapewne będzie to zaskoczenie, że JA coś takiego piszę, ale niestety, taka prawda. Oczywiście też - ponieważ na szczęście znam jego twórczość od deski do deski - wybaczam i wierzę, że następne lata przyniosą coś lepszego. Wszak jego przedostatnia płyta '' Wait for me'' była piękna, piękna...Cała płyta ogólnie nie jest słaba, ale mocno ambientowa i chyba we mnie tkwi '' problem'' - nie podeszło mi to i tyle. Ale i tak Moby - love.

- Moby - Destroyed [2011 ]


**

Wydarzenie muzyczne 2011

- Festiwal Tauron -Nowa Muzyka - kurczę, nie Opener, nie Woodstock, czy inne Orange Warsaw, a właśnie festiwal w Katowicach mnie zachęca, kręci i... zachwyca.


**

Piosenki 2011:
[kolejność przypadkowa ]

- Ania Rusowicz - Ślepa Miłość
[ polecam obejrzenie też teledysku, genialnie zrobiony, jakby w ogóle nie powstał w 2011 roku! Taki powrót do przeszłości. ]






- Pablopavo - Do stu.

Piosenka o Warszawie...w tle. O miłości i tramwajach.





- Bajzel - Szparagi




- Brodka - K.O.






- Florence and The Machine - Shake it out




- Lips - Everything to me.




- Peaches - Fuck the pain away.





- Pulp - Seductive Barry.





- T. Love - Ogolone Kobiety
[ musiałam sama wrzucić tą piosenkę na YT, bo jej NIGDZIE nie ma w takiej wersji, szok! Bardzo psychodeliczny utwór, niesamowity.]





- Kings of leon - Pyro




- Bjork - Crystalline





- LCD Soundsystem - Get innocuous




- Łąki Łan - Selawi




- L.U.C - Otucha ducha stumostów




- Nosowska - Ziarno





-  Lamb - Wise enough





- Ellen Allien & Apparat - Way out




- Apparat - Fractales




- Lao Che - Prąd stały / Prąd zmienny




- Thievery Corp. - Sound the alarm




- Spięty - Nie wszystko zostało napisane.




- Manu Chao - Peligro





- Mano Negra - King Kong Five




- Lao Che - Hydropiekłowstąpienie





- Peaches - Rock Show




****

No i moja the best of the best piosenka. Piękna - nie umiem inaczej napisać. Uwielbiam bit i JEJ głos - właściwie gdziekolwiek się udziela - zachwyca...Cudna.









środa, 28 grudzień 2011, 23:41
...I po świętach. Niestety, ale musze przyznać, że w tym roku potraktowałam je jak typowe dni wolne od pracy...Były ok, ale jakby to powiedzieć -bez szału.
Zabrakło kilku osób i śniegu...
Ale za to obejrzałam piękny, piękny, piękny, piękny..... film. Uwielbiam tego typu filmy właśnie - takie baśnie dla dorosłych. Mianowicie '' Gwiezdny pył ''. Generalnie obijałam się. Miałam taki zajob przed świętami, że z wielką ulgą obudziłam się w Wigilijny poranek.
[ właśnie napisałam Donersowi przepis na brokuła z sosem jogurtowo - jajecznym - kurde, o 24.00 myśleć o przepisach, echhh Ziomek :D ]
W sumie to ja też muszę.... miałam poszukać przepisu na jakąś ciekawą sałatkę z krewetkami, ale to zaraz.


No, ale już po świętach, w pracy mega nuda, normalnie dzisiaj zasypiałam. Mega różnica w porównaniu z ostatnimi dniami.
Ciągle nie mogę przeżyć tego, że pracuję do 18 w sobotę, jestem na skraju rozpaczy...
Nic to, jutro przyjeżdża Kwiat Mego Serca :D Skończyłam ogarniać chatkę, zostały mi jeszcze tylko zabiegi kosmetyczne i mogę iść spać. A ciężko mi się wstaje, bo chodzę na ósmą teraz i to trudne, zważywszy, że przez dwa tygodnie chodziłam na popki.

Jeszcze muszę zrobić zestawienie tradycyjne - najlepszej muzy mijającego roku. O kurde. Ale to chyba po nowym roku, w sumie to się muszę zastanowić. Odkąd nie ma pop - altu w roxy, to ja mniej odkrywam. Dupki :/

To miłego, baj :))








Księga gości
 
Oddaj głos na mojego bloga
Aktualna liczba głosów:
 
3040
Oddaj głos na szablon
Aktualna liczba głosów:
 
1223
O mnie..
Zplasteliny
Bydgoszcz
Słówko o mnie
Piszę bloga. Po prostu i TYLKO. :) I nie mam ochoty na seks bez zobowiązań :)
Zobacz mój profil
No to bilansik...
Zajrzało :
 
128602
Odezwało się :
 
7208
Zagościło :
 
106


''Patrzę ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrzę ja na dłonie twoje
Patrzę ja na moje twoje
Twoje moje, moje twoje
Moje dłonie ujmą twoje
Po co głupie toczyć boje'
'
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Zobacz serwisy INTERIA.PL